BINDI CUP, CZYLI GRALIŚMY DLA TOMKA

BINDI CUP, czyli charytatywny turniej rocznika 2006 i młodszych, z którego dochód zostanie przeznaczony na pomoc finansową dla rodziny chorującego Tomasza Bindka.  Na takim turnieju nie mogło zabraknąć Moreny, nie mogło zabraknąć naszego skromnego wkładu finansowego dla Tomka.

Pomysł rodziców zawodników Jaguara, gdzie obecnie trenuje syn Tomka, został wcielony w życie. Mieliśmy przyjemność wesprzeć akcję, wziąć udział w licytacjach charytatywnych,

no i w końcu  uczestniczyć w interesującym turnieju piłkarskim. 

Sportowo, wypadliśmy naprawdę znakomicie.  Zespół Moreny, zmontowany naprędce, z zawodników dwóch drużyn, z roczników 2006, 2007 i 2008, wypadł naprawdę świetnie.  W stawce silnych dwudziestu zespołów zajęliśmy bardzo wysokie piąte miejsce. Wygraliśmy sześć meczów, ponosząc tylko jedną, trochę pechową porażkę.  Strzeliliśmy 16 bramek, tracąc tylko 4. 

Rywalizacja w grupie D, do której nas przydzielono, była bardzo zacięta. Pewne i efektowne wygrane nad Jaguarem Gdańsk 3:0  oraz Gedanią Gdańsk 6:0  dały nam świetny humor i dobrą sytuację do dalszej walki.  Kolejny mecz, niestety, przegraliśmy.  Prowadziliśmy 1-0, ale nasz przeciwnik, Football Academy Fair Play Złotów,  w samej końcówce przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę, wygrywając 2-1.

Ostatni mecz w grupie rozegraliśmy z Błękitnymi Wejherowo.  Mecz trudny, zacięty, ale to my zdobywamy zwycięskiego gola i wygrywamy 1-0.

W tym momencie w ruch poszły komputery i kalkulatory.  Trzy zespoły w grupie zdobyły tyle samo punktów, więc o miejscach decydowały bezpośrednie mecze.  I tu okazało się, że najlepsi byli Błękitni, za nimi Morena, i dalej FP Złotów.  Tak to się wszystko ułożyło.  Jedna bramka zdecydowała o tym, że zamiast w wielkim finale, mieliśmy zagrać w tak zwanej GRUPIE SREBRNEJ, o miejsca 5-8.  Nie ma co narzekać, przecież mogła nas dopaść klątwa rzutów karnych :) Grania było sporo, zmęczenie nawarstwiało się z każdą minutą, ale nasi piłkarze nie poddawali się. Najpierw ograli Jaguara Gdańsk 1-0, aby mecz po meczu zagrać z Motławą Suchy Dąb. Świetna postawa naszych graczy i ważna wygrana 2-1.  Chwilę później było już jasne, że ostatni mecz w grupie z silną Olimpią Elbląg, będzie meczem o piąte miejsce w całym turnieju. Oczekiwanie na decydujący dla nas mecz skróciła nam wizyta na grillu.

Byliśmy naprawdę zmęczeni, dla wielu zawodników była to duża dawka piłki nożnej, zwłaszcza, że dzień wcześniej  kilku zawodników brało udział w meczu ligowym.

Ale tego dnia niemal  nie było mocnych  na Morenę.  Od początku trudno zapowiadającego się spotkania, to my zaatakowaliśmy stwarzając sobie wiele sytuacji.  Wygraliśmy 2-1 wieńcząc swoją świetną tego dnia postawę piątym miejscu w turnieju.  Wynik świetny, w stawce 20 zespołów zajęliśmy miejsce tuż za Lechią Gdańsk, a wyprzedziliśmy wiele, wiele innych.  Niespodziewanie drugie miejsce w całym turnieju, tuż za najlepszą ekipą, KADRĄ LOTOSU, uplasowali się zawodnicy BŁĘKITNYCH WEJHEROWO, z którymi w eliminacjach wygraliśmy.  Taka właśnie jest piłka.

Klasyfikacja końcowa turnieju:

 

 

Ogromne gratulacje na naszych zawodników.  Wszyscy zasłużyli na pochwały. Wszyscy przyczynili się swoją postawą na boisku do tego sukcesu. Niezwykle pewny i skuteczny w bramce Igor Waraksa, no i ta parada :)  Janek Kochanowski, wiadoma sprawa.  Był zawsze tam, gdzie trzeba. Kiedy trzeba było bronić, to bezlitośnie rozbijał ataki rywala, kiedy trzeba było atakować, to równie bezlitośnie pakował piłkę do siatki rywali, czy to strzałem z dystansu, z rzutu wolnego, czy karnego. Szymon Kinczewski, mnóstwo walki, serca do gry i bardzo dużo dobrych zagrań.  Brawo, Szymon. Kasia  - dawno tyle czasu nie przebywała na boisku i na pewno nie był to czas zmarnowany.  Maks Chilczuk, na prawej obronie czuje się z każdym rozegranym meczem coraz pewniej i w niedzielę dał temu wyraz. Świetne zawody. Seba Berent -  ta asysta to była mega sprawa. Brawo.  Marcin Skiba – nabiegał się po boisku chyba więcej kilometrów, niż przez cały poprzedni rok.  Ale pokazał, że gra w polu równie udanie, jak broni dostępu do naszej bramki.  Marcin chyba dał trenerowi sporo do myślenia swoją postawą w polu :) Marcel Kulesza, Radek Kulesza i Maks Andrzejewski również w ważnych momentach wchodzili na boisko i walczyli udanie o wygraną Moreny, a Sebastian Jabłoński zaliczył bramkę i asystę, choć  nie mógł zostać z nami do końca turnieju.

Miło spędzona niedziela z piłką, a najważniejsze, że mogliśmy pomóc Tomkowi. 

 

Tomek, wracaj do zdrowia, tyle meczów jeszcze do rozegrania!!!

 

I jeszcze relacja od Piotra Kochanowskiego.  Tak to już jest, kochani, że jak są porażki, to nikt nie chce pisać, a jak jest sukces, to wszyscy chcą się pokazać.  Mam na myśli, oczywiście, siebie:)

 

10 kwietnia 2017

Stanisław Gramann

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ