Młodzicy Moreny, zawodnicy rocznika 2005/2006 wygrali swój kolejny mecz ligowy. To była już jedenasta wygrana w tegorocznych rozgrywkach naszej drużyny.  Pokonaliśmy  Akademię Piłkarską GDAŃSK 5:2 (1-2).   Bramki dla naszych barw zdobyli:

 

9' Mikołaj Chaciński (a. Gronberski)

53' Mateusz Kotewicz z rzutu rożnego

55' Bartosz Łukaszewicz (a. Chaciński)

57' Mikołaj Chaciński (a. Kotewicz)

60' Jan Kochanowski (a. Łyczkowska)

 

Jak często w życiu, także w sporcie, to, co wydaje się łatwe do zdobycia, do osiągnięcia, nie zawsze w taki sposób przychodzi.  Mecz, który patrząc na ligową tabelę,  powinniśmy wygrać bez specjalnych problemów,  wygrywamy dopiero po efektownej końcówce, w której strzeliliśmy cztery gole. Ale to powinno nas cieszyć, bo dobry zespół powinien wygrywać mecze, w których wyraźnie mu nie idzie, gdzie nic, niemal od początku, nie układa się po jego myśli.

 

A nam w tym spotkaniu nic nie układało się po naszej myśli.  Może bardzo wczesna pora rozegrania meczu sprawiła, że część zawodników  nie obudziła się jeszcze tego dnia?  Przeciwnik nie dość, że z dołu ligowej tabeli, to jeszcze przyjechał na Morenę w okrojonym składzie, wydawał się łatwą przeszkodą, ale od początku walczyli bardzo ofiarnie stwarzając pod naszą bramką co rusz  wielkie zagrożenie. Do tego wszystkiego  musieliśmy zmagać się z pracą pana sędziego, którego decyzje budziły, delikatnie mówiąc spore kontrowersje.  Nie chcę usprawiedliwiać naszej gry pracą sędziego, bo  problemy na boisku  wynikały przede wszystkim z naszej własnej niemocy, własnych błędów i braku myślenie na boisku, ale co mają zrobić chłopcy z bloku obronnego, kiedy  ich znakomicie zakładane przez nich pułapki ofsajdowe, czyli spalone, są każdorazowo ignorowane przez arbitra? Tracą po prostu do jego decyzji zaufanie.  Nie wiedzą, czy mają biec za zawodnikiem przeciwnika, czy czekać na gwizdek sędziego?  W pewnym momencie bałagan na boisku był już ogromny i nad tym wszystkim trudno było zapanować. 

Pierwszą połowę przegraliśmy 1-2, po golu Mikołaja Chacińskiego, grzesząc nadmierną nonszalancją pod bramką rywala, brakiem precyzji i przede wszystkim zdecydowania. Z drugiej strony, mogliśmy przegrywać wyżej, ale nie pierwszy raz ratował nas z opresji świetnymi interwencjami w bramce Marcin Skiba.

Po przerwie oglądaliśmy już mecz z gatunku tych atak za atak. Mijały minuty, a upragnionych dla nas goli nie było. Ciągle przegrywaliśmy.  Nie było bramek, bo brakowało nadal precyzyjnych zagrań, zimnej krwi pod bramką, odrobiny szczęścia, czy zwyczajnie dobrej woli pana sędziego, w polu karnym przeciwnika.  To był moment, w którym arbiter spotkania zupełnie przestał zauważać pozycje spalone rywali, pozwalając na to, żeby trzech, czterech zawodników AP, z pozycji spalonej biegło na naszą bramkę.  Ale w naszej bramce stał Marcin Skiba i po prostu ogrywał ich swoimi interwencjami raz po razie. Bronił świetnie wszystkie strzały, wszystkie sytuacje sam na sam, a ukoronowaniem jego gry, był obroniony strzał z rzutu karnego, którego pan sędzia podyktował przeciw nam chyba w odwecie za ciągłą, zasłużoną krytykę jego poczynań.  To był chyba przełomowy moment meczu, bo nasi zawodnicy walcząc do końca, jeszcze bardziej rozeźleni decyzjami pana sędziego, przechylili w końcu szalę wygranej na  naszą stronę. To było piorunujące osiem ostatnich minut meczu.  Najpierw Mateusz Kotewicz bezpośrednio z rzutu rożnego zmieścił piłkę między nogami bramkarza AP, a chwilę potem Bartek Łukaszewicz precyzyjnym strzałem sfinalizował akcję Mikołaja. Objęliśmy prowadzenie, ale nasi zawodnicy szli za ciosem.  Mikołaj zdobył swojego drugiego gola w tym meczu, a w doliczonym czasie gry Janek Kochanowski  zdobył piątego gola nas.  Wygraliśmy 5-2!

 

Brawa dla wszystkich zawodników Moreny za ten mecz.  W życiu tak jest, że czasem, aby coś cennego wywalczyć, trzeba wręcz to wyszarpać, w wielkim pocie czoła, w wielkim poświęceniu.  Ale jak za to później taki sukces smakuje?

 

Największe uznanie w tym spotkaniu oprócz znakomitego w bramce Marcina i doskonałego w polu Mikołaja, także dla Janka Kochanowskiego, który po bolesnej kontuzji, po groźnym upadku dzień wcześniej, walczył dzielnie, jak zawsze, o każdą piłkę.  Uwierzcie, że to nie było dla niego łatwe i przyjemne.  Brawo, Janek.

 

Skład Moreny:

 

 

 

Za tydzień kończymy ligowe zmagania meczem z Jaguarem Gdańsk.  Warto powalczyć.  Już jeden mecz z nimi wygraliście.

 

Na koniec jeszcze podsumowanie  wczorajszej pracy pana sędziego.  Proszę Pana -  swoją pracą, swoim brakiem zaangażowania, obiektywizmu i znajomości przepisów - niszczy Pan dziecięce marzenia, pokazuje im Pan cechy, których nigdy nie chcielibyśmy im przekazywać.

 

 

 

 

 

03 czerwca 2017

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

KOLEJNA WYGRANA MŁODZIKÓW MORENY