LAS ARENA - NASZE MIEJSCE NA ZIEMI...

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

Są na tym świecie kluby istniejące wiele lat. Są kluby wygrywające Champions Leaque, Premier Leaque, czy inną Ekstraklasę, które przyciągają miliony kibiców na swoje mecze.  Są wspaniałe stadiony,  na których te kluby rozgrywają swoje pamiętane przez lata mecze.  Ale  są również takie  miejsca, gdzie choć na próżno szukać telewizji, wygód i piłkarskich gwiazd znanych z ekranu,  serce kibica zawsze bije mocniej.   Nasze własne miejsca.  Naznaczone  własnym potem, własną pracą, czy nawet własną krwią. Miejsca,  które wspólnie budowaliśmy, pielęgnowaliśmy, gdzie gwiazdami byli i są nasi bliscy, nasi znajomi, gdzie sami zdzieraliśmy do krwi nasze kolana.   Nasz własny Gdański Klub Sportowy Morena.

Nasza własna LAS ARENA.

Nigdy nie mieliśmy szczęścia do naszego boiska.   Pięknie położone w leśnym otoczeniu boisko, na którym od lat rywalizują zawodnicy Moreny, od zawsze zdane było na naszą łaskę.  Jakoś nie mieliśmy szczęścia do tego, że ktoś nam tutaj coś zbudował,  czy podarował coś za darmo. Przeciwnie, o wszystko, od zawsze, musieliśmy zabiegać sami. Sami wszystko organizować, planować, budować, pielęgnować...  Garstką oddanych sympatyków, jak przed laty, kiedy boisko w ogóle powstawało, kiedy trzeba było przygotować plac, zbudować wały okalające, a potem ławki wokół boiska, barierki, aż do teraz, kiedy od paru lat ponownie zawzięcie walczymy o trawiaste boisko na Morenie - zawsze wszystko spoczywało na barkach oddanych zapaleńców. 

 

Trawa tu zawsze rosła opornie.  Podejmowaliśmy co jakiś czas spektakularne akcje ratujące naszą LAS ARENĘ, ale zwykle prędzej, czy później, ponosiliśmy porażki. Nie wyglądało to najlepiej, nie ma co ukrywać.

Ostatnia walka o własne boisko zaczęła się ponad dwa lata temu. Pod koniec roku 2014, udało się doprowadzić do ogrodzenia LAS ARENY.  Jak ważna i przełomowa to była sprawa wiedzą to wszyscy, którzy mieli przyjemność pracować przy boisku, przygotowywać je do meczów młodych piłkarzy.   Leśne boisko od zawsze było łakomym kąskiem dla dzików, które nie robiąc sobie nic z naszych zmartwień, pustoszyły regularnie resztki zalegającej na boisku trawy. Ale w końcu, po wielu latach oczekiwań, zawitało do nas ogrodzenie i można było zacząć myśleć o kolejnych etapach prac.

1 maja 2015 roku  rozpoczęła się nowa era boiska. Przy pomocy ciężkiego sprzętu, i wielu rąk życzliwych pomocników, przygotowaliśmy płytę boiska od nowa. 

To jest element tekstowy

 

Kliknij ten element dwukrotnie aby edytować tekst. Możesz też dowolnie zmieniać rozmiar i położenie tego elementu oraz wszelkie parametry wliczając w to tło, obramowanie i wiele innych. Elementom tekstowych możesz też ustawić animację, dzięki czemu gdy użytkownik strony wyświetli je na ekranie pokażą się one z wybranym efektem.

To była ciężka praca. Włożyliśmy w to ogromny wysiłek i oczekiwaliśmy, że efekty przyjdą szybko, że najważniejsze i najtrudniejsze już za nami, teraz tylko czekać na pełen sukces.   Niestety, przeżyliśmy rozczarowanie. Dlaczego nie wyszło?  Wiele było przyczyn. Byliśmy i nadal jesteśmy, amatorami w tej dziedzinie. Czasem działaliśmy bardziej sercem i dobrymi chęciami, niż wiedzą. Dotknęła nas wyjątkowa tego roku susza, wandalizm,  fala wszechobecnego hejtu, trochę zaniedbania własnego, doskwierający bardzo brak środków finansowych  i jeszcze wiele innych  czynników.  Na boisku zaczęła się pojawiać świeża trawa, ale potem było coraz gorzej. 

Pierwsze podejście zakończyło się niepowodzeniem, ale jako ludzie oddani sprawie, nie poddaliśmy, wyciągnęliśmy wnioski z niepowodzeń i przystąpiliśmy do kolejnej próby.  Chyba zdawaliśmy sobie sprawę, że to ostatnia taka próba, więc determinacja była ogromna.  2 maja 2016 roku, prawie dokładnie rok po pierwszej akcji, przeprowadziliśmy kolejną.  Płot został załatany, boisko sprzątnięte, a co najistotniejsze, 24 wielkie wywrotki, przywiozły i wysypały na naszą LAS ARENĘ prawie 500 ton czarnej ziemi, którą wyrównaliśmy i na której posialiśmy kolejną porcję nasion trawy.  Znów była to ogromna praca.  

Tym razem nie popełniliśmy wcześniejszych błędów, pogoda dla naszego boiska była zdecydowanie bardziej łaskawsza i wszystko to, zaczęło przynosić nam  bardziej, niż obiecujące efekty.

 

 

Po co to wszystko robimy?  Na co ten cały trud i wysiłek?

Żeby dzieci z Moreny miały własne boisko. Własne miejsce na ziemi, gdzie grając w piłkę,  będą czuły się, jak u siebie w domu. Gdzie będą znały każdy zakamarek, każdy kawałek ziemi, każde niemal  źdźbło trawy, bo często same przy tym pracowały.  Bo warto mieć swoje miejsce na ziemi.

Dlaczego boisko trawiaste?  Bo w piłkę gra się na trawie, bo boiska sztuczne nie są zdrowe, bo nic nie zastąpi zapachu skoszonej świeżo o zmroku trawy, bo gdzie Jakub Kisielewski, czy Janek Wójcicki będą robili swoje firmowe wślizgi?

Przed nami nadal sporo pracy. Ale teraz już tego nie odpuścimy.  Z ludźmi takimi, jak Sławek Kamiński i inni pomagający przy boisku, spędzającymi na pracy przy nim niemal każdy dzień,  jestem przekonany, że nam się uda...

 

DO ZOBACZENIA NA LAS ARENIE  :)