W zaległym spotkaniu  Ligi Młodzików rocznika 2005/2006  nasi zawodnicy pokonali na wyjeździe POTOK  PSZCZÓŁKI 2:1  po bramkach Mateusza Kotewicza  oraz Pawła Gronberskiego.

  Łatwo nie było, ale skończyło się bardzo udanie i trzeba się bardzo cieszyć.   To czwarte, kolejne zwycięstwo naszej drużyny, a jeśli spojrzeć na całość, to siódmy mecz z rzędu  bez porażki. Rewelacja!  Różnie będzie dalej, pewnie przyjdą gorsze dni, więc tym bardziej cieszmy się chwilą, choćby ona miała trwać tylko 5 minut.

 

Poniżej relacja z meczu Piotra Kochanowskiego:

 

 

Tak jak spodziewaliśmy się, mecz nie był łatwy.

Zagraliśmy w składzie: Waraksa - Chilczuk, Siuta, Kotewicz - Gronberski, Łukaszewicz, J.Kochanowski, Bińko - Dasiewicz. Rezerwowi: Skiba, Andrzejewski, Wybranowski.

Dosyć skromny skład, przetrzebiony kontuzjami oraz innymi okolicznościami losowymi.

Zaczęliśmy całkiem nieźle i z animuszem. Kilka ciekawych akcji skrzydłami, pomysłowo rozegrane rzuty rożne, po których pachniało golem. W 10 minucie objęliśmy prowadzenie - akcja z lewego skrzydła Mateusza Kotewicza zakończona strzałem z 9 metra przynosi nam bramkę. W protokole sędziowski gol uznany Kubie Dasiewiczowi, który sam przyznał, że nie trącił tej piłki, więc jest zasługą Mateusza.

Przeciwnik grał prostą piłkę na dwóch szybkich napastników z numerami 9 i 10. Przy każdym wznowieniu gry posyłali na nich długie piłki i Damian Siuta miał z nimi naprawdę dużo pracy. Trochę za mało asekurowali go koledzy i jedna z takich akcji na dobieg skutkuje stratą bramki. Może niepotrzebnie wyszedł z bramki Igor, bo jednak Damian cały czas naciskał na przeciwnika i strzał był do obronienia z linii bramkowej, bo nie był ani mocny, ani wyjątkowo precyzyjny.

Remis nie zmienił obrazu gry, my staraliśmy się prowadzić grę, przeciwnik nękać nas długimi piłkami na swoich "sprinterów". Obie strony miały swoje szanse bramkowe, ale albo napastnicy kiksowali, albo bramkarze stawali na wysokości zadania.

Po naszej stronie skutkowało to zmianami w ataku i na prawym skrzydle, bo te pozycje najbardziej szwankowały.

W 15 minucie strzelamy drugą bramkę, ponownie zdobytą z dużym udziałem Mateusza, który umiejętnie dośrodkował piłkę w pole karne, a strzelać starał się najpierw Mikołaj, ale ostatecznie pewnym kopnięciem bramkę zdobywa Paweł Gronberski.

Prowadzimy 2:1 i do końca I połowy obraz gry nie ulega zmianie - musimy bardzo uważać na szybkich napastników rywala, ale posiadanie piłki w dużej mierze jest po naszej stronie.

Druga polowa, już dużo słabsza. Jeszce przed meczem trener zauważył, że boisko jest bardzo "ciężkie" i będzie bardzo wymagające. Potwierdziło się to w II części meczu, gdzie już nie oglądaliśmy tylu ciekawych akcji z naszej strony, a i przeciwnik z biegiem czasu tracił swoje największe walory - szybkość napastników.

Mecz kończy się naszym zwycięstwem 2:1 i choć nie przyszło łatwo, to jak się mówi, zwycięzców się nie sądzi.

Największe uznanie dla Damiana Siuty, Mateusza Kotewicza i obu bramkarzy.

 

Piotr.

 

POTOK PSZCZÓŁKI  1:2 MORENA GDAŃSK

 

27 kwietnia 2017

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

PSZCZÓŁKI ZDOBYTE