Morena Gdańsk  przegrała w meczu czołowych drużyn  gdańskiej Klasy B 3:4 (2-1) z Pomorzaninem Gdynia.  

Trzy bramki dla naszego zespołu zdobył Kacper Plesiak.

 

Spotkanie próbował (bez większego efektu) sędziować:  Sylwester Głąbicki.

 

To było niezwykle dramatyczne spotkanie.  Jeszcze na dziewięć minut przed końcem prowadziliśmy  3:1, ale nie udało się utrzymać przewagi. Straciliśmy w końcówce trzy gole.  Decydującego -  w doliczonym czasie z rzutu karnego.

 

 

 

Krzysztof Wilga (2), Kamil Belczyński (1), Adam Czarnecki (1), Michał Miotk (2 i 3), Rafał Andrzejewski (1)

 

 

Michał Miotk - dwie żółte

 

 

 

 

 

 

Nie byłem na tym meczu, nie widziałem, tym bardziej nie walczyłem, nie przelewałem potu, jak Wy,  więc nie mam prawa oceniać.  Relację z meczu otrzymałem od Rafała bardzo szczegółową, prawie 150 SMS-ów, ale ze względu na emocjonalne wpisy, do publikacji  nadawało się góra z dziesięć pierwszych.   Więc powiem tylko dwie rzeczy:

 

 

  • Niech Was ręka boska broni, żeby się załamywać tą porażką.   To tylko jeden pechowy mecz.  Zaledwie druga porażka w rundzie.  To jest Klasa B, tu trzeba grać do końca, zdobywać punkty, bo nikt nie wie, co się wydarzy wiosną. Kto wystartuje i w jakich składach.  Kto będzie walczył o awans, a kto niekoniecznie.  Przed Wami dwa ostatnie mecze tej rundy.  Rywale z końca ligowej tabeli, co nie znaczy, że będzie łatwo i przyjemnie.  Nie spieprzcie tego.  27 punktów na koniec roku, to byłby naprawdę świetny wynik

 

  • Prawda jest taka, że po latach kopania się po czołach, wreszcie zaczęliście grać w piłkę, i to grać całkiem dobrze.   Cieszcie się tym, rozwijajcie się  dalej, sprawiajcie sobie radość grą.  A awans?  Zobaczymy.  Prawda jest taka, że aby osiągnąć coś w tym sporcie czasem trzeba pokonać nie tylko swoje słabości i niedoskonałości, nie tylko rywala na boisku, czasem trzeba także pokonać kiepskiego sędziego.   Wczoraj tego zabrakło.  Wiem, że to boli, kiedy dajesz z siebie wszystko, kiedy walczysz do ostatka, a ktoś, kto powinien być sprawiedliwym, zawala.  Wiem, ale prawda jest taka, że jak  prowadzi się w meczu dwoma golami na kilka minut przed końcem i marnuje się świetne okazje na podwyższenie, to sportowy los płata potem niezłe figle.  Sędzia był słaby, ale może właśnie dlatego trzeba było zachować jeszcze większą czujność i nie dać się prowokować.  Żółte i czerwone kartki zapewne nie pomogły w walce w końcówce tego dramatycznego spotkania.
28 października 2019

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

B KLASOWY  HORROR BEZ HAPPY ENDU