Wydawało się, że większego horroru, jak ten sprzed  tygodnia nasi zawodnicy nie są w stanie nam zafundować, ale jednak byliśmy w błędzie...

 

 

 

 

Ode mnie jeszcze dwie sprawy, o których Piotr w swojej analitycznej relacji  nie wspomniał.

 

1.  Kolejny świetny mecz Janka Kochanowskiego.  To prawdziwa twierdza i ostoja naszej drużyny.  Zawodnik, na którego zawsze można liczyć.  Często, jako jedyny mający siły i chęci do ratowania z opresji swoich kolegów.  A co najważniejsze, Janek z równym zaangażowaniem potrafi mobilizować chłopaków do większego poświęcenia,  jak i nagradzać dobrym słowem, tych mniej doświadczonych za dobre zagrania.  Brawo, Janek!

 

2.  Druga sprawa jest mniej przyjemna.   Piotr o tym nie napisał, ale ja to powiem:  

 

  Oskar, Mikołaj i Paweł odmówili gry w tym meczu ligowym. 

 

Po porannym  turnieju o puchar Deichmanna, w którym uczestniczyli, odmówili wyjazdu na mecz ligowy Moreny, wybierając, jak słyszałem, granie w piłkę na Niedźwiedniku.  Szczególnie niewdzięczna decyzja, w sytuacji, gdy  kilku innych podstawowych zawodników nie mogło pojechać do Gdyni.  Chciałbym w tej sytuacji  powiedzieć tym chłopcom tylko tyle, że nie muszą wcale biegać i przelewać potu dla naszego klubu, jeśli nie chcą. Że zakładanie koszulki z herbem GKS MORENY na piersiach, to nie jest byle co i zacytować Wam słowa słynnego szkockiego managera:  

 

ŻADEN ZAWODNIK NIE JEST WIĘKSZY,  NIŻ KLUB W KTÓRYM GRA.

 

   Dla mnie to niepojęte i niesłychane i mam nadzieję, że nie pozostanie bez echa ze strony Klubu.

  Bardzo się cieszę, że Ci, którzy pojechali do Gdyni na mecz, udźwignęli presję, choć łatwo nie było.  Pokazali kolegom, że zasługują, aby grać dla MORENY.    Brawo, chłopaki!

 

13 czerwca 2018

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

KOLEJNY HORROR Z HAPPYENDEM