Niestety,  nie udało nam się uzyskać korzystnego wyniku w derbowym meczu z Jaguarem.  Przegraliśmy 0:4.

 

  Mariusz Żukowski (2)

 

 

 

 

Mimo porażki, licznie zgromadzona na meczu publiczność, niemal od pierwszej do ostatniej sekundy meczu emocjonowała się wydarzeniami na boisku. To była bardzo pechowa porażka, a  brak w składzie kilku czołowych naszych zawodników  nie wpłynął negatywnie na obraz gry.  Od pierwszego gwizdka bardzo kiepsko  prowadzącego zawody sędziego,  Morena osiągnęła zdecydowaną przewagę. Pod bramką gości raz po raz tworzyliśmy niezwykle groźne sytuacje i wydawało się, że bramki dla naszego zespołu, to tylko kwestia chwili.  Niestety, nic nie chciało wpaść do siatki Jaguara.  Piłka raz po raz wpadała w pole karne gości, ale zawsze czegoś brakowało.  Albo dostawienia nogi, albo dokładniejszego uderzenia, albo bramkarz gości miał tego dnia swój dzień i bronił wszystko.  Trzy razy piłka trafiła w poprzeczkę gości, a dwa razy goalkeepera rywali wspomagał słupek.  Kiedy w końcu wcisnęliśmy piłkę do bramki, sprawę w swoje ręce wziął sędzia, anulując bramkę, sugerując zagranie ręką  naszego napastnika, choć wszyscy widzieli inaczej.  Kiedy bramki się nie strzela, często się ją traci.  Po chyba jedynej akcji w tej części meczu Jaguara, na pozycji spalonej znalazło się dwóch graczy z tej drużyny.  Wszyscy to widzieli, nawet gracze rywale, ale nie chciał tego zauważyć sędzia.   Piłka wtoczyła się do naszej bramki i do przerwy przegrywaliśmy 0-1.

 

 

Utrata gola nie zastopowała naszych graczy. Przeciwnie, druga połowa, to jeszcze lepsza gra naszej drużyny, jeszcze więcej sytuacji, kolejne dwie poprzeczki i dwa słupki.  Wszystko, jak zaczarowane, nie chciało wpaść do bramki rywali.  Na dziesięć minut przed końcem, pod bramkę rywali zapędzili się wszyscy nasi zawodnicy. Piękny strzał z dystansu naszego obrońcy trafił, oczywiście, w poprzeczkę, a piłka opuściła pole karne i wraz z trzema napastnikami Jaguara została przeniesiona pod naszą bramkę.  Nasz goalkeeper, mimo ambitnej postawy, nie sprostał trójce rywali i zrobiło się 0-2.  Ostatnie minuty, to jeszcze bardziej desperackie ataki Moreny, które zakończyły się dwoma kolejnymi golami dla rywala.  Pierwszy po ewidentnym faulu  na naszym pomocniku, a drugi z trzymetrowego spalonego.  My odpowiedzieliśmy, a jakże, jeszcze dwoma słupkami i mecz się zakończył.

Przegraliśmy 0-4, ale wynik jak najbardziej niesprawiedliwy.  Dawno nie widzieliśmy tak dobrze grającej naszej ekipy. Wbrew wynikowi, zabrakło naprawdę niewiele. 

 

Mimo porażki, byliśmy tak dobrzy, jak moje niedzielne zbiory w lesie:

 

 

 

 

03 października 2019

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

MORENA NIE DAŁA RADY JAGUAROWI - relacja I