Trampkarze Moreny przegrali inauguracyjne spotkanie rundy wiosennej rozgrywek Ligi Trampkarzy  z Orlętami Reda  3:5.  Bramki dla GKS:  Szymon Osmałek z rzutu karnego, oraz Michał Kamiński i Patryk Prokopiuk.

 

Takie mecze zwykło się określać mianem porażek na własne życzenie. Jeżeli w pierwszej połowie meczu  nie wykorzystuje się pięciu sytuacji sam na sam z bramkarzem, trzy razy trafia się w słupki i poprzeczki, pudłuje do pustej bramki z pięciu metrów,  to trudno takie spotkanie wygrać. 

Rywal z Redy jest wyżej od nas w ligowej tabeli, więc nie mogliśmy wyjść z podziwu nad szybką i składną grą w ataku naszego zespołu.  Myślę,  że takiej ilości fantastycznych sytuacji nasi zawodnicy nie wypracowali sobie przez całą jesienną rundę. Niestety,  pudłowaliśmy niemiłosiernie. 

A przecież prowadziliśmy w tym spotkaniu dwa razy. Prowadzenie dla naszego zespołu zdobył strzałem z rzutu karnego Szymon Osmałek.  Mieliśmy ogromną przewagę, ale gola strzelili zawodnicy z Redy. Atakowaliśmy dalej, dobre okazje mnożyły się jedna za drugą.  Po rzucie wolnym bitym przez Patryka Prokopiuka piłka odbita od poprzeczki wpadła pod nogi Michała Kamińskiego.  Gol i prowadzenie 2-1.  I znowu marnowanie sytuacji przez nasz zespół. W ostatniej minucie pierwszej połowy sędzia podyktował rzut karny dla Orląt .  Zawodnik gości zamienił go na bramkę i na przerwę schodziliśmy z wyjątkowo szczęśliwym dla gości remisem 2-2.

Nikt nie spodziewał się, że w drugiej połowie los odmieni się zupełnie. Krótko po zmianie stron wpakowaliśmy piłkę do bramki.  Piękna akcja, ale sędzia odgwizdał spalonego.  Ironia losu.  Mecz   gościnnie sędziowała trójka sędziów i tylko dlatego gol nie został uznany.  W normalnej sytuacji cieszylibyśmy się z trzeciego w tym meczu prowadzenia. Ironia losu.  Gra stała się chaotyczna, zaczęło brakować sił, goście biegali coraz bardziej bezkarnie pod naszą bramką.  Straciliśmy dwa gole.  Jeszcze czerwona kartka dla jednego z obrońców z Redy, ale nie byliśmy już w stanie odmienić losów spotkania.    Jeszcze była chwila nadziei po golu Patryka Prokopiuka, ale chwilę potem goście strzelają piątego gola i wygrywają ten dziwny mecz.

 

Szkoda, bo to  my powinniśmy ten mecz wygrać. Ale w końcu to tylko sport.  Zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie.  Długo prowadziliśmy grę, mieliśmy sytuacje, bardzo dużo sytuacji.  Nie udało się. I nie ma co tutaj rozprawiać o nazwiskach i błędach indywidualnych, bo przecież w piłkę, na boisku, gra cała drużyna.  Czy gorsze jest to, że bramkarz zawalił przy dwóch, czy trzech golach, od tego, że napastnik marnuje pięć "setek"? 

 

Chłopaki,  walczymy dalej.  Wszyscy na trening i będzie dobrze.

 

 

I na koniec tylko jedna uwaga personalna.  Nikodem,  to, co robiłeś w drugiej połowie nie było nawet słabe.  Było żenujące.  I nie mówię tu o postawie na boisku, tylko poza nim.  Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy. 

 

 

MORENA GDAŃSK     3:5  (2-2)     ORLĘTA REDA

 

 

 

 

09 kwietnia 2018

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

PORAŻKA TRAMPKARZY