Nie był to udany weekend dla naszych drużyn ligowych.  Jeden remis,  trzy porażki.

 

Zaczęło się w sobotę, wcześnie rano.  O godzinie 9.00  rozegraliśmy kolejny derbowy pojedynek  z Jaguarem Gdańsk. Tym razem w roczniku 2006.  Nie poszło nam źle. 

 

JAGUAR GDAŃSK 1:1 MORENA GDAŃSK

Teodorczuk (asysta Bilak)

 

Szybko strzeliliśmy bramkę z akcji Wojtka i po podaniu  Krystiana, gola zdobywa Oliwier Teodorczuk. Po dobrym początku, mecz się wyrównał i gra przenosiła się spod jednej bramki, pod drugą.  Natomiast w drugiej części gry, to gospodarze osiągnęli przewagę i mocno na nas naciskali. Niestety, po raz kolejny nie dotarli na nasz mecz nasi zawodnicy  i na ławce mieliśmy tylko  dwóch rezerwowych, co było szczególnie widoczne w końcówce meczu, gdy opadliśmy z sił, a rywal  atakował. Dzielnie broniliśmy się do ostatniej minuty meczu . Wtedy po strzale z daleka i rykoszecie piłka wpadła do naszej bramki. Szkoda, ale z gry remis był sprawiedliwy.

/Piotr Kochanowski/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W niedzielę było już znacznie gorzej.

 

Najpierw  z powodu braku  kompletnego składu  zrezygnowaliśmy z wyjazdu na mecz juniorów starszych do Gniewina.

 

STOLEM GNIEWINO  3:0 MORENA GDAŃSK

walkower

 

 

 

 

 

 

 

Potem nasi seniorzy  nie sprostali  faworyzowanemu, walczącemu o awans do A Klasy,  zespołowi z Chwaszczyna

 

MORENA GDAŃSK  0:5  KS CHWASZCZYNO

  Rafał Ciecholewski Krystian Gaczoł

 

 

 

 

 

 

Na koniec był mecz trampkarzy z Gedanią.

 

 

GEDANIA GDAŃSK   11:2   MORENA GDAŃSK

J.Kochanowski, Czermański

 

 

 

W ostatniej kolejce zagraliśmy meczy ligowy z Gedanią.

 

Przegraliśmy zdecydowanie, a przeciwnik był naprawdę lepszy, ale jak może być inaczej skoro rywal trenuje dwa razy dziennie, pięć dni w tygodniu. Cześć z nich, na co dzień gra w lidze wojewódzkiej i mierzy się dużo lepszymi zespołami.

Natomiast my borykamy się ze swoimi kłopotami. Jak już pisałem jakiś czas temu, w ciągu roku straciliśmy 6 kluczowych zawodników. Od początku tej rundy choroby, kontuzje i inne okoliczności wyeliminowały kolejnych z gry: Artura Ryńskiego, Kacpra Domstę, Tomka Grabickiego. Od dwóch meczów z chorobą zmaga się Bartek Łukaszewicz. W tym meczu pomimo obecności nie mógł zagrać Mateusz Kotewicz, ze względu na niedyspozycje. Na treningach regularnie ćwiczy 8-10 osób.

 

W efekcie w pierwszym składzie musiało wystąpić 6 zawodników rocznika 2006, którzy dzień wcześniej grali mecz ligowy z Jaguarem, a towarzyszyli im zawodnicy rocznika  2005, którzy w większości zaczynali dotychczas mecze na ławce.

W takim zestawieniu graliśmy pierwszy raz i na efekty nie trzeba było długo czekać, szybko zostaliśmy wypunktowani. Cała pierwsza połowa nie wyglądała dobrze i należy o niej jak najszybciej zapomnieć.

Na drugą połowę wyszliśmy z postanowieniem poprawy, ale szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Pomimo to potrafiliśmy przejąć inicjatywę i w odstępie 20 minut, pomiędzy 50 a 70 minuta meczu, uzyskaliśmy przewagę. Zwieńczeniem tego były bramki Wojtka i Janka, dodatkowo mieliśmy rzut karny, którego niestety nie wykorzystał Patryk Pappe. I ten moment był kolejnym przełomem w meczu, bo zblokował nasze poczynania, a otworzył przeciwnika, który strzelał kolejne gole.

Przegrana w tym meczu nie była najgorszą wiadomością tego dnia. Zaraz po nim Piotr Gruszczyński poinformował nas o rezygnacji z dalszej gry.

 

Tracimy kolejnego zawodnika, nawet nie liczę już, którego, ale ile takich ciosów może przyjąć ta drużyna. Stratę jednego, dwóch, nawet trzech można jakoś załatać, – ale tylu?

Sam już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, ale czy są jeszcze chętni do grania ligowego, przekonamy się na najbliższym obowiązkowym treningu.

Czas na odważne i radykalne decyzje, tak dalej być nie może! Albo trenujemy, albo ……

 

/Piotr Kochanowski/

 

 

 

 

 

 

 

30 kwietnia 2019

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ

WEEKEND BEZ WYGRANEJ...